
Mam na imię Joanna i tworzę biżuterię dla Ciebie
Łączę drogę artysty, projektanta i rzemieślnika. Pracuję w złocie, srebrze i z naturalnymi kamieniami. Proponuję wzory ze stałych kolekcji, które wykonuję w krótkich seriach. Ponieważ pracuję ręcznie nad każdym egzemplarzem, ich ilość jest niewielka i różnią się od siebie z tego względu, jak i z tego, że używam naturalnych kamieni, często surowych, a one nie zawsze lubią się powtarzać w skali 1:1.
Poza tym, wykonuję zamówienia indywidualne, które można złożyć kontaktując się ze mną bezpośrednio.
Tworzę patrząc, podziwiając, rozmyślając a najczęściej – dając się prowadzić czemuś we mnie, co wie.
Biżuterią zajmuję się od dawna. Pudełka z korą, kamieniami, miedzianymi drutami, trzecimi rękami i brzeszczotami zmieniały ze mną studia i mieszkania stopniowo rozrastając się, a królowa walcarka poza swą funkcją zamierzoną przez producenta była stojakiem na ubrania, stolikiem do kawy i testem lojalności moich kolegów, bo znam jej wagę w drodze na trzecie piętro.
Pisząc te słowa uśmiecham się do siebie, bo trudno mierzyć łódką wprost do portu, a meandry wymagają choć zahaczenia wiosłem i wiem, że warto przedstawiać się zwięźle, mięsiście i częściej zrzucać kurtkę dygresji – ale mam naturę drogi.
Ta podróż trwa długo, naukę rzemiosła rozpoczęłam w 2008 roku w małej pracowni złotniczej, gdzie poznałam podstawy i ścierałam się o swoje wizje: Asia, Asia, to się nie da..!
Wcześniej zaczęłam studiować filologię węgierską, a skończyłam historię sztuki; pracowałam w pubie i zostałam przewodnikiem beskidzkim. Później zdobyłam papiery spawacza, a właściwie – spawaczki, chroniłam zabytki z ramienia urzędu, choć bardziej czułam, że działam na tym polu remontując cmentarze w Beskidzie Niskim. Z tego Beskidu też jestem, a mieszkam na Podhalu.
Lubię kontrasty, bo w nich pokazują się obie twarze, które razem stanowią Piękno i lubię dbać o balans. Czuję, że w ten sposób wyziera ze mnie dusza Pogranicza, która jest wyjątkowo silna – bo widzę Piękno w parach, w kontekście i w duchu powiązań. Te idee obrazuje Mały Joe, pierścionki które wykonuję od początku 2016 roku, a których myśl przewodnia odkrywała się przede mną stopniowo, zobacz, czy Mały Joe niesie również Twoją opowieść.
Z reguły i najczęściej: gdy patrzę – to widzę. Ścieżki, połączenia, rozwiązania, a czasem pustą kartkę. Jestem zaangażowana, nie umiem w: to się nie da, zbieram dane i szukam rozwiązań.
Mimo, że jestem detaliczna, patrzę na świat całościowo i marzę, by toczył się do przodu. Właściwie wszędzie widzę Piękno i również marzę, by uczyć ludzi dostępu do tego rodzaju wrażliwości, bo uważam, że mając chęć, można do niej dotrzeć. Umiem się uśmiechać. Umiem się cieszyć. Rozmawiam. I przez lata pracy przekonałam się, że te cechy bardzo pomagają tworzyć dla ludzi.
Zapraszam Cię na stronę, zapoznaj się z ofertą sklepu i poszczególnymi kolekcjami.
Autorem sesji zdjęciowej w pracowni jest Tomasz Mikowski.